Zakłady Bukmacherskie |Płytki na balkon |studia zarządzanie Elbląg
„— Dzień dobry — powiedział — ależ się pani zamyka!
—Czego — przyłożyła dłoń do ucha.
— Pan Wachicki przesyła pani dwadzieścia złotych za ostatnie kłopoty — dodał mecenas normalnym, a raczej nawet ściszonym głosem.
Uśmiechnęła się i zaraz popatrzyła rnu na rękę. Ale żadnego papierka czy też monety w nich nie trzymał. Kleszcz! pomyślał.
— A tak, zdaje się nic nie zginęło — odpowiedziała jednak wyraźnie ni przypiął, ni przyłatał. — Chwalić Pana Boga!...
Dopiero wtedy wyjął portfel i włożył do zaczerwienionej, jeszcze wilgotnej od mydlin ręki — bo przed chwilą kucharka coś w miednicy prała — dwudziestozłotowy papierek. Podreptała za nimi i splótłszy na wystającym brzuszku palce, wciąż powzdychiwała.
W chłodnawej pomroce obszernego mieszkania o bardzo wysokich sufitach, gdzie tak się dręczyła była członkini Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), zamieszkiwał obecnie nowy i jedyny lokator, mianowicie — echo, co z tamtego lub innego kąta, przy każdym ludzkim kroku, odzywało się niemal pohukiwaniem. Adam Grossenberg poprosił o pozwolenie wszędzie po trochu zajrzeć. Sypialnię i stołowy znafjuż % opisów Wachickiego. Ale ciekawił go salonik, w którym chora psychicznie peowiaczka spędzała swe bezsenne noce przed wywiezieniem jej do Batowic. Niskie meble wysłane pluszem barwy bordo, frędzlami dotykały wyfroterowanej posadzki. Na stolikach i etażerkach ani śladu kurzu, wszystko było powycierane i uprzątnięte pod czujnym okiem adwokatowej, zaglądającej tu raz na tydzień. Meble jednak dożywały w saloniku swych ostatnich tu godzin, bo już nazajutrz miały na przewozowej platformie powędrować do nowego właściciela; miejskiego architekta, który po wielkich targach zdecydował się je nabyć do mieszkania swej córki, co to właśnie wyszła za mąż, i tak dalej — Powścinowśki nieomieszkał wymienić parę liczb dodawszy, że architekta zna z najlepszej strony, bo zawsze był przeciw reżymowi i nigdy z piłsudczykami się nie kumał. Popatrzył przy tym z ukosa na Grossenberga, jakby badając go i czekając, aż wyjawi swe credo polityczne. Co do tego mecenas chętnie służył.“(2)
wycieczki wilno |podatki i księgowość |iluminacje świąteczne
„— Dzień dobry — powiedział — ależ się pani zamyka!
—Czego — przyłożyła dłoń do ucha.
— Pan Wachicki przesyła pani dwadzieścia złotych za ostatnie kłopoty — dodał mecenas normalnym, a raczej nawet ściszonym głosem.
Uśmiechnęła się i zaraz popatrzyła rnu na rękę. Ale żadnego papierka czy też monety w nich nie trzymał. Kleszcz! pomyślał.
— A tak, zdaje się nic nie zginęło — odpowiedziała jednak wyraźnie ni przypiął, ni przyłatał. — Chwalić Pana Boga!...
Dopiero wtedy wyjął portfel i włożył do zaczerwienionej, jeszcze wilgotnej od mydlin ręki — bo przed chwilą kucharka coś w miednicy prała — dwudziestozłotowy papierek. Podreptała za nimi i splótłszy na wystającym brzuszku palce, wciąż powzdychiwała.
W chłodnawej pomroce obszernego mieszkania o bardzo wysokich sufitach, gdzie tak się dręczyła była członkini Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), zamieszkiwał obecnie nowy i jedyny lokator, mianowicie — echo, co z tamtego lub innego kąta, przy każdym ludzkim kroku, odzywało się niemal pohukiwaniem. Adam Grossenberg poprosił o pozwolenie wszędzie po trochu zajrzeć. Sypialnię i stołowy znafjuż % opisów Wachickiego. Ale ciekawił go salonik, w którym chora psychicznie peowiaczka spędzała swe bezsenne noce przed wywiezieniem jej do Batowic. Niskie meble wysłane pluszem barwy bordo, frędzlami dotykały wyfroterowanej posadzki. Na stolikach i etażerkach ani śladu kurzu, wszystko było powycierane i uprzątnięte pod czujnym okiem adwokatowej, zaglądającej tu raz na tydzień. Meble jednak dożywały w saloniku swych ostatnich tu godzin, bo już nazajutrz miały na przewozowej platformie powędrować do nowego właściciela; miejskiego architekta, który po wielkich targach zdecydował się je nabyć do mieszkania swej córki, co to właśnie wyszła za mąż, i tak dalej — Powścinowśki nieomieszkał wymienić parę liczb dodawszy, że architekta zna z najlepszej strony, bo zawsze był przeciw reżymowi i nigdy z piłsudczykami się nie kumał. Popatrzył przy tym z ukosa na Grossenberga, jakby badając go i czekając, aż wyjawi swe credo polityczne. Co do tego mecenas chętnie służył.“(2)
wycieczki wilno |podatki i księgowość |iluminacje świąteczne